Społecznik od zadań specjalnych

We wrześniu ruszyła następna edycja programu „Od uprawy do potrawy”, więc pora przedstawić kolejnych Społeczników. Naszą podróż rozpoczynamy w Krakowie przy ul. Wielickiej, gdzie przewodnikiem „Ekspedycji Smaków” jest Teresa Fajto, kierownik stoiska Bistro. Swoją przygodę z wycieczkami dzieci do sklepu tak naprawdę zaczęła już… 4 lata temu. Dziś podczas Ekspedycji korzysta z wieloletniego doświadczenia – pomysłów wciąż jej nie brakuje!

Społecznikiem jesteś od niedawna, ale nieformalnie pełnisz tę rolę znacznie dłużej. Opowiesz nam, jak wyglądały początki wycieczek dzieci do Waszego sklepu?

Można powiedzieć, że Społecznikiem zostałam dzięki mojemu synowi. 4 lata temu, gdy był w zerówce, zapytał mnie, jak wygląda moja praca. Pomyślałam, że zamiast mu to opowiadać, zaproszę do naszego sklepu jego oraz jego koleżanki i kolegów z przedszkola. Już podczas tej pierwszej wycieczki towarzyszyła mi Ula, która robi to ze mną do dziś. Wtedy głównie pokazywałyśmy dzieciom Piekarnię, której byłam wówczas kierownikiem. Dziś mamy więcej możliwości – odwiedzamy chłodnie, sklep internetowy i wiele innych działów. Później z wizytą u nas zjawiła się grupa przedszkolna mojej córki. Wieść o wycieczkach rozniosła się dalej i gdy była tylko taka możliwość, odwiedzali nas także uczniowie i przedszkolaki z innych placówek. Tak to się wszystko zaczęło!

A jak wspominasz pierwszą wycieczkę w ramach programu „Od uprawy do potrawy”?

Pierwsza wycieczka byłą dla mnie ogromnym wyzwaniem. Po pierwsze dlatego, że uczniom towarzyszył nauczyciel, który mnie znał, chciałam więc dobrze wypaść. Po drugie, na początku scenariusz Ekspedycji był dla mnie bardzo trudny i nie wiedziałam, jak dobrze i atrakcyjnie przekazać zawartą tam wiedzę. Teraz, gdy już się wdrożyłam, jest to o wiele łatwiejsze, a do tego pomaga mi właśnie Ula, koleżanka z Kas. Razem wymyślamy dodatkowe atrakcje, które mają jeszcze bardziej zainteresować dzieci tematem zdrowego odżywiania i niemarnowania żywności. Pierwsza grupa była bardzo trudna i mało skoncentrowana, ale dałyśmy sobie z tym radę! Druga była już o wiele bardziej poukładana i słuchała tego, co im opowiadałyśmy. Podczas Ekspedycji bazujemy głównie na scenariuszu, ale dużo też zależy od naszych zdolności pedagogicznych – czasem trzeba reagować na nieprzewidziane sytuacje. Wiele razy słyszałam, że „minęłam się z powołaniem” – może dzięki temu teraz tak dobrze dogaduję się z uczniami?

I masz jakieś „magiczne” sposoby, żeby dzieci zaciekawić tematem jedzenia?

Czasem trzeba się posunąć do różnych nietypowych metod. :) Dla przykładu – dzieci niekiedy mają problem ze zgadnięciem, jaki owoc lub warzywo im pokazujemy. Wtedy trzeba im nieco pomóc. Ostatnio na wycieczce pojawił się orzech brazylijski i nikt nie widział, co to jest. Dla lepszego zobrazowania, skąd pochodzi ten produkt, zaczęłam tańczyć jak tancerka podczas karnawału. Padały różne odpowiedzi, w tym Meksyk, ale w końcu komuś udało się odgadnąć, ze chodzi o Brazylię. Tym sposobem dzieciaki mogą poznać trochę świata i smaków, z którymi na co dzień nie mają do czynienia.

Dzieci słyną z trudnych pytań, np. „Czemu trawa jest zielona?” albo „Co to jest nieskończoność?”. Zdarzyły Ci się podczas Ekspedycji także takie wyzwania?

Na razie nie zadano nam pytania, z którym nie mogłybyśmy sobie poradzić. Jednak jesteśmy dopiero po drugiej wycieczce, więc wszystko jeszcze może się zdarzyć. Były jednak śmieszne sytuacje! Dzieci zwykle są chętne do kosztowania różnych nowych rzeczy, ale zdarzył się chłopczyk, który powiedział, że on nie zje któregoś z produktów. Namawiałam go, żeby spróbował tylko raz, bo według mnie trzeba czegoś spróbować pięć razy, żeby przekonać się, czy nam to smakuje, czy nie. Udało mi się go nakłonić do degustacji, ale jego mina wyraźnie mówiła, że to nie był jego smak. Zabawnie było też wtedy, gdy dzieci próbowały nashi i wszyscy myśleli, że to gruszka. Gdy zagadka została rozwiązana, zapytałyśmy jeszcze raz, dla utrwalenia, jaki to owoc. Jedna z dziewczynek odpowiedziała: „nasz!”. :)

Jak już wspominałaś, wprowadzasz do wycieczek dodatkowe elementy. Skąd taki pomysł?

Królikami doświadczalnym były moje dzieci, gdy odwiedzały nas ze swoimi grupami przedszkolnymi. Od tamtego czasu odwiedzamy m.in. Piekarnię. Dzieci zawsze są zachwycone, gdy mogą zobaczyć maszyny do wypieku pieczywa, poznać skład bułek i chleba, a także upiec coś samodzielnie i zabrać to do domu. „Na trasie” jest także sklep internetowy. Tam wszystko jest niezwykłe – wózki, chłodnie, auta, ludzie, którzy to pakują. Dzieci, ale i nasi dorośli klienci, często utożsamiają dział Ezakupów tylko z komputerami, a w naszej firmie wygląda to zupełnie inaczej. Niektóre dzieci bardzo lubią odczytywać kody z jajek oraz słuchać opowieści o kurach i różnych hodowlach, a inne idealnie odnajdują się na Kasach, gdy mogą skasować sobie swój własnoręcznie zrobiony chlebek. Jednak w „rankingach” na popularność wśród maluchów zawsze wygrywa Piekarnia.

Zauważyłaś, które produkty dzieci szczególnie lubią, a których nie?

Podczas jednej wycieczki, gdy przyszedł czas na robienie swojego jogurtu, pewien chłopczyk dodał sobie za dużo gorzkiej czekolady i potem nie chciał zjeść swojego „wyrobu”, bo mu to nie zasmakowało. Zwróciłam mu uwagę, że jego koleżanka zrobiła jogurt z dodatkiem owoców i musu – i wszystko jej smakowało. Tym sposobem wspólnie doszliśmy do wniosku, że zbyt duża ilość czekolady czasem nie jest najlepszym rozwiązaniem. To dowodzi, że czasem gusta dzieci zmieniają się podczas samej wycieczki. ;) Dzieci odkrywają też podczas Ekspedycji całkiem nowe smaki. Pokazywałyśmy im np. mus z daktyli i pytałyśmy, czym to może być posłodzone. Uczniowie myśleli, że cukrem lub słodzikiem, i bardzo się dziwili, gdy odparłyśmy, że to mus ze zwykłego suszonego daktyla, niczym nieposłodzony. Dzieci były zachwycone!

Czy upodobania żywieniowe dzieci pokrywają się z Twoimi?

Ja uwielbiam owoce khaki i nashi, za to nie przepadam za imbirem. Obie z Ulą kochamy kalarepę. Gdy zostanie jej trochę po degustacji, chętnie ją dojadamy. Nie smakuje nam za to awokado, ale próbowałyśmy go dopiero 3 razy, więc mówię Uli, że jeszcze tylko 2 razy (zgodnie z moją teorią) i jak albo zadziała, albo dajemy sobie spokój. ;)

Stosujesz zdrowe zasady odżywiania, także niemarnowania żywności, w swoim domu? Jest to dla Ciebie ważne?

Owoce i warzywa w moim domu to codzienność. Moje dzieci je uwielbiają, w różnych postaciach, więc nie może ich zabraknąć w kuchni. Od niedawna jemy z rodziną także ciemne pieczywo i zrezygnowaliśmy z gazowanych napojów na korzyść wody niegazowanej. Nie wyobrażamy sobie już, żeby jeść jasne bułki czy pić wodę gazowaną. Co do niemarnowania żywności, moim sposobem na „pozbycie się” resztek jest… zrobienie pizzy. Do jej wykonania można wykorzystać właściwie wszystko! Staram się również odpowiednio przechowywać żywność w lodówce i próbuję wpoić moim dzieciom, jakie to ważne. Nie wychodzimy także na zakupy bez przygotowanej wcześniej listy, dzięki czemu nie kupujemy zbędnych produktów. Ja właściwie od początku pracy w Tesco, czyli od 1997 roku, jestem związana z żywnością, więc to dla mnie szczególnie ważny temat. Zaczynałam jako praktykantka w dziale spożywczym, potem zahaczyłam o dział nabiałowy, dział warzywa/owoce, Piekarnię, Lady, a teraz jestem moje miejsce to Bistro. Nic, co związane z jedzeniem, nie jest mi obce! ;)


wróć do listy